Po pierwszym treningu pole dance. Wrażenia.

„27 czerwiec 2018 – start. Wreszcie po tylu latach stagnacji, zepchnięcia sportu na totalny margines, znajduję swoje powołanie! Czy wytrwam? Nie wiadomo.” – tak brzmiał mój pierwszy wpis, zaraz po pierwszym treningu pole dance :- )

Idąc na trening, uznałam, że należy spodziewać się niespodziewanego…. I to wrażenie miałam szansę skonfrontować kilkadziesiąt minut później. Rozmawiając potem z innymi dziewczynami, mogłam wysnuć kilka wspólnych wniosków. Oto one:

To dla mnie trudne! – i to jest normalne :- )  Widzisz, co robi instruktorka i z jaką łatwością, i widzisz wielką i głęboką niczym kanion Kolorado przestrzeń między wami.  Mnie przed oczami przebiegły te wszystkie lata bez większej aktywności fizycznej, te odpuszczone lekcje wuefu w szkole średniej i absolutne przekonanie o tym, że nasza instruktorka pewnie ukończyła AWF, na pewno od lat trenuje fitness + taniec towarzyski, a już na sto procent rodzice zapisali ją na balet gdy tylko nauczyła się chodzić.

To dla mnie trudniejsze, niż myślałam! – ja miałam takie zderzenie z rzeczywistością. Jako dziecko i nastolatka byłam bardzo sprawna fizycznie i silna ; większość rzeczy, z którymi moi rówieśnicy mieli problemy lub musieli je dopiero wyćwiczyć, mnie przychodziły bez problemu. Mimo, że później zaczęłam mieć poważne problemy ze zdrowiem, kiedy odpuściłam (niesłusznie!) aktywność fizyczną, stale żyłam wyobrażeniem swojej siły i byłam przekonana, że na pewno podołam pierwszemu treningowi. Wtedy okazało się, że muszę zacząć budować swoją siłę fizyczną na nowo. Musiałam po prostu zacząć od zera.

Kiedy kupić rurę do domu? – o tym napiszę wkrótce, będą to raczej moje doświadczenia, niż porady dla każdego :- )

Kupuję magnezję! Wtedy całe moje życie się odmieni! – to była moja pierwsza myśl ;- ) Już pisałam o swojej opinii na ten temat, a co do zmiany życia na lepsze- tak, na pewno mobilizuje do tego, bye nie rezygnować po pierwszych trudnościach.

Czy powinnam chodzić raz czy dwa razy w tygodniu? – to pytanie nęka chyba każdego, kto zaczyna :- ) I tu nie ma reguły – wszystko zależy od możliwości czasowych i sił – na ile się czujemy. Z drugiej strony dzięki częstszym treningom masz możliwość i mobilizację, by tę siłę szybciej budować. Ja chodziłam najpierw raz, ale bardzo szybko dwa – niestety, dni treningów , które mi pasowały następowały zaraz po sobie, powiedzmy był to wtorek i środa – co nie jest dobrą opcją.  Jeśli już chodzić dwa razy, to najlepiej z dwu- trzydniową przerwą między treningami. Dzięki temu nasze ciało ma szansę odpocząć i zregenerować się.

Phi! To było w sumie prostsze niż myślałam! – rzeczywiście, na początku ten progres idzie szybko, jest zatem szansa na dowartościowanie się no i dalszą determinację do treningów :- )

– Tyle czasu na rozgrzewkę…. ? – to dla mnie punkt zapalny.  Rozgrzewka powinna trwać od kilkunastu do 20 minut i instruktorka to wie – nawet jeśli „nie czujesz” że tak właśnie powinno być, że nie widzisz jakiejś dużej różnicy po rozgrzewce to – uwierz mi na słowo – jest ona dla twojego dobra i jest niezbędna.  Ja raz zrobiłam średnio skomplikowaną figurę bez rozgrzewki – cała akcja trwała dosłownie 10 sekund. Niestety, mimo, że próbowałam „rozciągnąć” mięsień, ostatecznie nie obyło się bez wizyty u fizjoterapeuty. Innym razem zrobiłam rozgrzewkę „po łepkach” a następnie – wydawałoby się niezbyt groźne figury , takie jak Krzesełko i kilka Haków i następnego dnia miałam niezbyt komfortowe uczucie w okolicach łopatek i ramion. Na szczęście tym razem obyłam się bez pomocy fizjo.

Co więcej mogę zrobić? – to całkiem zasadne pytanie. Po pierwszych zajęciach pewnie zmierzysz się z dość ograniczoną siłą fizyczną. I tak – tu dla siebie możesz zrobić wiele w domu, między treningami – o tym napiszę wkrótce.

Jestem ciekawa Waszych wrażeń już po pierwszym treningu :- )

Dodaj komentarz / Add comments

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o