Jak wymyśliłam pole dance.

Może i byli jacyś zdeterminowani Hindusi*, robiący dzikie akrobacje na średnio ociosanym słupie, może i były jakieś hoochie dziewczyny, które tańcem wokół rurki podtrzymującej namiot cyrkowy zyskały jeszcze przydomek coochie. Okej, była też Amerykanka, Fawnia M., która tę samowolkę ujarzmiła i nagrała na VHS-ki, ale to ja wymyśliłam pole dance. No nie chce być inaczej…..

Rok 2005, jesień.

Idę z koleżanką na przystanek autobusowy, rozprawiając o mnóstwie spraw  zupełnie ze sobą niepowiązanych. Gdy zahaczamy o pracę striptizerek, mówię:

– Wiesz co, ja w tej rurce widzę potencjał. Ona się w tych klubach nocnych marnuje. Przecież to świetne narzędzie do ćwiczeń!

– Ale jak to widzisz? W ubraniu?- dopytuje K.

– Noooo tak, tylko w takim gimnastycznym, żeby się nie ślizgać. I można by nawet wykonywać różne figury do muzyki. Wiesz, gdyby zrobić z tego bardziej akrobatykę, ćwiczyć siłę to byłaby poezja!

 

Niecały rok później, idąc przez osiedle zobaczyłam duży baner. Obrazował dokładnie to, o czym mówiłam.  Ktoś po prostu wpadł na ten sam pomysł, który wprawił w ruch – dosłownie! I teraz na tym zarabia :- )

Jednak wtedy na pole dance nie poszłam.  Czekałam z tym 13 kolejnych  lat …

 

*
Te dzikie akrobacje Hindusów, które są naprawdę godne podziwu możecie zobaczyć TU (rozpoznajecie figury z Waszych zajęć?)

 

Dodaj komentarz / Add comments

avatar
  Subscribe  
Powiadom o