Najpierw rozpisałam się jaką miłością darzę poezję, założyłam folder „Mój skrawek marginesu” z intencją zamieszczania weń swoich wierszy, a potem…umieściłam zaledwie kilka z nich i to wiekowych, bo znalazł się tam mój pierwszy wiersz z 1996, dalej wtórują im te technikalne (nie licealne, bo chodziłam do technikum) czyli średnio szkolne. A piszę cały czas! Sierpień był dla mnie tak twórczym miesiącem, iż z potrzeby duszy stworzyłam chyba z 20 wierszy! Takich, które poprawiałam, dopieszczałam, żeby dobrze się je czytało i żeby wyrażały dokładnie to, co miały przekazać. I gdzie one?
Podczas gdy na licznych grupach poetyckich ludzie wrzucają swoje najnowsze wiersze niemal na oślep, ja zachowuję ostrożność. Zachowuję spokój. Nie dzielę się.
Dlaczego?
Bo śledzę konkursy poetyckie i w co najmniej jednym zamierzam wziąć udział. A główną zasadą takich konkursów jest to, aby przesłane wiersze nie były uprzednio nigdzie publikowane – również na mediach społecznościowych. Zatem zachowuję je dla siebie. Kiedyś je wydam w formie tomiku, jak te, które już możesz tu przeczytać. Te najstarsze siedzą już na kartach mojego pierwszego tomiku poezji pt. „Miłość między wierszami”.
Drugą sprawą jest fakt, że ja swoje wiersze poprawiam po czasie – unikam już (to sugeruje naukę drogą empirii, tak zwanego wyciągania wniosków) natychmiastowego wrzucania tego, co akurat wyplułam przed chwilą. Wiersz zostawiam do wystudzenia i wówczas, chłodnym okiem jestem w stanie go poprawić.
Kolejne czekają. Z czasem nauczyłam się cierpliwości. Moje najnowsze wiersze muszą się przegryźć jak bigos…. ale ten jeden tutaj zapodam, niech będzie. Co sądzicie? Czy jest wart kawy?
Po prostu…dajcie mi czas.
