Czy warto poprawiać swoje wiersze?

Uwaga, bo poruszę temat grząski, niewygodny i niechciany  przez osoby piszące wiersze, a nieśmiało lub całkiem śmiało nazywające siebie poetami. Dla mnie samej temat prawie nie istniał – przez jakiś czas w każdym razie, zanim nieco nie dojrzałam poetycko. Panie i Panowie, dziś o poprawianiu własnych wierszy.

Jest takie powiedzenie: Najprościej naprawia się cudze błędy. Jak się tu nie zgodzić? Czy masz tak, że czytając czyjś wiersz, powiedzmy wrzucony na którąś z grup poetyckich, od razu widzisz, jakby ten wiersz mógł brzmieć lepiej? Ja tak. Posunęłam się nawet kilka razy do zwrócenia uwagi autorowi, zachowując wszelkie zasady etykiety oraz wachlarz przyjaznych emotikonów, bo widziałam, po prostu widziałam potencjał w danym wierszu, którego widocznie nie widział piszący. Wiedziałam też z jak drażliwym tematem, z jaką butlą gliceryny mam do czynienia! Wiedziałam to z autopsji. Można mi zwrócić uwagę, że kolor oczka w pierścionku nie pasuje do moich oczu, że na Giewont to nie w japonkach, że zupa była za słona, ale że mój wiersz wymagałby poprawki…oj kolego, koleżanki, panie X, obywatelu….stąpacie po majowej krze!

Jedną za to uwagę wzięłam sobie lata temu do serca i uważam, że ta uwaga wyszła mi tylko na dobre. A mianowicie, że wiersze to lepiej bez rymu jednak, bo nie każdemu wychodzą rymy mickiewiczowskie, a mnie raczej tym bardziej nie. To w szczerej rozmowie powiedział mi polonista w szkole średniej po tym, jak przyszłam do niego z wierszem na konkurs poetycki. Wiersz był do rymu i byłam z niego przedumna. Jakiż był mój szok, a jakie rozczarowanie po słowach pana A.! Uwagę przyjęłam, wiersz uczyniłam białym, konkurs wygrałam.
(Wiersz zapodaję w zakładce Mój skrawek marginesu, tytuł wpisu: „Wiersz z 1999 roku”)
To była jedna mała wskazówka, a zmieniła moje nastoletnie postrzeganie poezji. Tak, zaczytywałam się w zgrabnych, rymowanych wierszach Mickiewicza, Słowackiego, Leśmiana, Kochanowskiego czy Tuwima, stawiając sobie podobną poprzeczkę. Jak się okazało, niepotrzebnie.
Dzisiaj nie mam już problemu by poprawiać swoje wiersze – dlatego też nie lecę z nimi od razu na widok publiczny, o czym pisałam tutaj. Jednak wiele wody upłynęło.

 

Czy poeta powinien poprawiać swoje wiersze?

 

Posłuchajmy może na początek, co ma do powiedzenia poeta, Adam Wiedemann:

„Jeżeli wiersz jest dobry, nigdy go nie poprawiam (zdarzyło mi się to parę razy i teraz te poprawki postrzegam jako skazę). Nad wierszami słabymi się pracuje, doprowadza do jak najlepszej formy, która i tak nigdy nie będzie ostateczną, tę bowiem osiągają wyłącznie wiersze dobre. Potem jednak i jedne, i drugie umieszcza się w książce, żeby wypełnić jej objętość. Jest to odruch, niemniej z tych słabych wyrasta cała dalsza historia literatury. A zatem wierszy słabych nie trzeba się aż tak bardzo bać, na nich żerują następne pokolenia. Chodzi zaledwie o to, by tych słabych nie uważać za dobre.”

I cytując klasyka: „Tu potrzebna jest mądrość” by mieć na tyle samokrytycyzmu, żeby odróżnić wiersz mocny od słabszego. Ja potrafię to robić, po prostu czuję, że napisałam dobry wiersz, a czuję to …coraz rzadziej. Mam chyba więcej samoświadomości, punktów odniesień w postaci ewentualnych odbiorców, a coraz mniej emocjonalnego podejścia do swojej twórczości. Moje wiersze od początku staram się czytać oczami i sercem innych. I nie waham się podrzeć kartkę i napisać od nowa – choć serce czasem boli.

Zatem: Czy należy poprawiać swoje wiersze? Odpowiedź nie jest jednoznaczna:
– Tak, jeśli zależy ci na rzemiośle. Poezja to sztuka, ale też technika. Poprawki pomagają wyostrzyć język, rytm, sens, a czasem po prostu dostrzec błędy ortograficzne czy interpunkcyjne.

– Nie zawsze, jeśli zależy ci na autentyczności. Czasem surowość i „pierwszy strzał” mają większą siłę niż dopracowany wers. Jednak tutaj moim zdaniem trzeba mieć pewność, że ten wiersz już się broni, że jest naprawdę dobry.

Jeśli piszesz dla siebie, poprawianie może być narzędziem do zrozumienia własnych emocji.

Jeśli chcesz publikować, dzielić się, rozwijać warsztat — poprawianie to część procesu. Wielu poetów pisze dziesiątki wersji jednego tekstu.

 

 

 

Dlaczego warto poprawiać swoje wiersze

 

 

 

Na przykład dlatego, że poprawianie rozwija Twój język.

Każda redakcja to lekcja.

  • poznajesz swoje nawykowe słowa,
  • uczysz się rytmu i pauzy,
  • widzisz, kiedy jesteś zbyt oczywisty, a kiedy zbyt zamknięty.

To nie jest tylko praca nad jednym wierszem. To praca nad Twoim głosem.

Poprawianie to patrzenie w lustro. Kiedy poprawiasz, zadajesz pytania:

  • Czy naprawdę o to mi chodziło?
  • Czy to słowo oddaje dokładnie to, co czułem?
  • Czy ten obraz coś komuś mówi — poza mną?

To nie zdrada oryginalnej wersji. To szacunek do swojego procesu i szacunek do przyszłych odbiorców wiersza.

 

 

Jak dobrze poprawiać własne wiersze?

 

 

Zastosowałabym tu metodę starą jak świat, a z czasem właśnie mającą wiele wspólnego: leżakowanie.
A wziąć, potraktować dany wiersz jak młode wino, włożyć do beczki (szuflady, folderu w komputerze) i niech tam poleży kilka dni, tygodni, miesięcy, a nawet lat. To pozwala spojrzeć na wiersz z dystansem i ustosunkować się raz jeszcze do jego przesłania.

Czytaj swoje wiersze na głos – to naprawdę bardzo pomocne. Słuchaj rytmu, oddechu, ciężaru słów. Jeśli coś „zgrzyta” albo trudno się mówi — może to znak, że forma wymaga korekty.

Sprawdź, czy każde słowo jest potrzebne. Każde słowo powinno mieć wagę. Unikałabym „wypełniaczy” i ozdobników, które nic nie wnoszą. Zadaj pytanie: „Czy to słowo służy wierszowi?” Usuń banały i klisze: „Złamane serce”, „Płacz deszczu”, „Dusza jak motyl” – brzmi znajomo?

To może być szczere, ale już było zbyt wiele razy. Może spróbuj znaleźć swój język, twórz własne neologizmy.

Warto popracować nad początkiem i końcem. Te dwa miejsca mają największą siłę. Początek niech wciąga — koniec niech zostawia ślad.
Czy zaczynasz zbyt ogólnie? Czy kończysz „efektem echa” czy raczej pustką? Osobiście lubię mocne, znamienne zakończenia wierszy. Ksiądz Twardowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska bardzo w to potrafili.

Dwie-trzy wersje wiersza – to może być pomocne. Zamiast uczepiać się tylko jednej wersji, spróbuj zrobić ich kilka; może być nawet tak, że jeśli położysz przed sobą kawałki swojego wiersza niczym układankę, zobaczysz je w zupełnie innym, bardziej udanym zestawieniu!

Wiersze można pokazać komuś zaufanemu, kto jest miłośnikiem poezji – szczerze? Może wetknę kij w mrowisko, ale wrzucanie swoich „dzieciątek” na pierwszą lepszą grupę społecznościową, gdzie możesz liczyć tylko na kolekcję lajków, niewiele ci pomoże. Ja marzę o prawdziwej, zaangażowanej grupie poetyckiej, w której wszyscy dotarliśmy do etapu, gdzie chcemy doskonalić swój przekaz poezją. Może kiedyś uda mi się taką stworzyć stacjonarnie lub online – wierzę w cuda.

Póki co, nie zawaham się wziąć udziału w warsztatach poetyckich.

Zrób wersję finalną – i zostaw ją w spokoju. Popraw — ale nie poprawiaj w nieskończoność. Wiersz nigdy nie będzie „idealny”, ale może być wystarczająco gotowy, by żyć poza Tobą.

Jeśli masz takie pragnienie, możesz mi wysłać swój wiersz/wiersze – nie jestem specjalistką od poezji, ale bardzo zaangażowanym odbiorcą, poezji miłośniczką i po prostu mam nosa do dobrej poezji. Kontakt znajdziesz w zakładce Poznajmy się.

 

 

 

Wielcy też poprawiali swoje wiersze!

 

 

 

I żeby Cię pocieszyć – ci znani poprawiali swoje wiersze! Podam przykłady:

Wisława Szymborska.

Bardzo dokładna redaktorsko.
Znana była z tego, że wiele wersji lądowało w koszu — nie bała się wyrzucać dużych fragmentów.

T.S. Eliot

„The Waste Land” – Ten  monumentalny wiersz przeszedł radykalne cięcia i przeróbki, m.in. dzięki Ezra Poundowi, który był jego redaktorem. Pierwotna wersja miała ponad 800 wersów, ostatecznie zostało około 430.

Emily Dickinson

Jej wiersze w rękopisach to często wariacje jednej frazy — na marginesach notowała alternatywne słowa. Czasem zostawiała kilka wersji tego samego słowa — np. „life / love / light” — i nie wybierała jednej ostatecznej. Dziś niektóre wydania próbują odtworzyć te „otwarte” wersje.

W.B. Yeats

Potrafił wracać do jednego wiersza po kilkunastu latach i wprowadzać zmiany. Przykład: „The Wild Swans at Coole” — ma kilka istotnie różnych wersji. Jego wiersze ewoluowały razem z jego światopoglądem i stylem życia.

Adam Zagajewski

Pisał: „Wiersz trzeba zostawić, odczekać, wrócić. Niczego nie robić na siłę.” Wielokrotnie powtarzał, że czas jest sojusznikiem poety, nie wrogiem.

Paul Valéry

„Wiersz nigdy nie jest skończony — tylko porzucony.”
Pracował nad jednym z najsłynniejszych swoich wierszy — „Le Cimetière marin” — przez ponad 10 lat.
Uważał, że pisanie poezji to proces nieskończony, który można tylko w pewnym momencie zatrzymać, ale nie zakończyć.

 

 

 

Poprawianie wierszy

 

 

 

to nie kara ani porażka. To przywilej — dar, który dostajemy jako autorzy: możliwość jeszcze raz przyjrzeć się sobie, swojemu językowi, intencji. Nie musisz poprawiać wszystkiego. Ale dobrze, jeśli potrafisz — i jeśli masz odwagę, by przyznać: „to jeszcze nie to”.

Bo może wcale nie chodzi o stworzenie idealnego wiersza. Może chodzi o to, by z każdą wersją być bliżej prawdy — tej, która nie zawsze daje się powiedzieć za pierwszym razem.

A potem? Potem już tylko zostaje puścić wiersz w świat. Niech mówi za Ciebie.

Jak podchodzisz do poprawiania własnej poezji?

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz go za przydatny, możesz postawić mi kawę. Dziękuję!

Wypowiedz się

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *