Ten wiersz napisałam w wieku 17 lat. Po prostu wzięłam i napisałam. Pamiętam, że nie zajęło mi to dużo czasu, jakaś siła większa niż ja kierowała tym procesem. Wygrał konkurs, mam do niego sentyment. Panie i Panowie:
Gdy świat oddychał jeszcze podczerwienią naszej miłości,
kiedy żyliśmy sercem w obłokach,
pewnego dnia słońce ukazało się
po raz ostatni.
Bo gdy już wszyscy bogowie odłożą berło na bok
i gdy zasną zmęczeni prośbami nieszczęśliwych ludzi,
nadejdzie czas pożegnania.
Ale Ty się nie martw, tylko podaj mi rękę,
zamknij oczy w obliczu ciemności i…
niech nas ranek sam odnajdzie po drugiej stronie lustra-
tam pięć zmysłów nie istnieje.
Nie płacz, to nieważne gdzie zaniósł nas
ostatni powiew wiatru,
przecież ja Cię kocham.
Niezależnie od tego, czy słońce wygasło
na polecenie Boga,
to Ty jesteś moim osobistym niebem.
Dopóki jesteśmy razem, nie boję się
przyszłości bez twarzy,
nie gonią nas duchy naszych ziemskich grzechów.
Nawet Hades tętni życiem-
zawitała tam nasza miłość…
Kwiecień 1999