Duchowość na raty. Esej o tym, co naprawdę nas urządza

Ten kawałek przykleił się na dłużej do mojej duszy. Kawałek, który nazwałabym prozą refleksyjną, satyrą społeczną, ironią kulturową, a niech będzie esej społeczno-kulturowy z reflektorem na kulturę konsumpcyjną, bo my Drodzy Państwo nie jesteśmy już homo sapiens, ale homo consumens: Kupuję więc jestem.

Podoba mi się w tym tekście wnikliwa wrażliwość Autora – „patrza” sercem, widzi świat metaforycznie i nic nie może na niego poradzić. Ten tekst to – jak dla mnie – wołanie do społeczeństwa: „Hej, obudźmy się i zacznijmy wreszcie żyć! Dokąd zmierzamy?!”.

Też to czujecie? Przed Wami Michał Niedałtowski z IKEĄ w tle:

„Nie wiem, czy Bóg istnieje, ale jeśli tak, to w Gdańsku ma swoją świątynię. Nazywa się IKEA.
W soboty pielgrzymi stoją tam w korku, z różańcami z kart VISA i modlitwą: „Panie, daj mi stolik LACK, żeby sąsiad nie pomyślał, że jestem z nizin estetycznych”.
Przed ołtarzem drugi przybytek – KFC. Tam można posypać istnienie panierką i zapomnieć, że dusza jest sucha jak nugget bez sosu.
Tak wygląda nowoczesna duchowość.
Nie medytujemy już w ciszy – medytujemy w korku, z klimatyzacją na „auto” i podcastem o tym, jak „żyć bardziej świadomie”.
Dorota urządzi Ci wnętrze, Kasia pokaże, że szczęście to dywan z kolekcji „Minimalizm, ale z duszą”.
I wszyscy kiwają głowami: tak, właśnie o to chodzi w życiu – miękka kanapa, ładne światło, spokój na raty.
Mózg człowieka to dziwna maszyna. Potrafi wymyślić teorię względności, a jednocześnie dać się złapać na baner „Rabat do -30% tylko dziś” jak dziecko wierzące, że brokuły rosną w McDonaldzie.
Dopamina to nasz współczesny bóg. Kiedyś dostawało się ją, polując na mamuta. Dziś wystarczy kliknięcie „dodaj do koszyka”.
Uczucie radości znika szybciej niż zapach świecy o nazwie Szczęście w słoiku.
Nowa kanapa? Cudowna.
Dwa tygodnie później: „jakoś się źle siedzi”.
Kolejny zakup? „To już ostatni, teraz mam spokój”.
Taaa. A potem Dorota mówi z ekranu: „Zmieniamy przestrzeń, by zmienić siebie”.
A Ty nawet nie zauważasz, że to przestrzeń zmienia Ciebie.
Kultura, która miała dać wolność, nauczyła nas pragnąć niewoli – tylko pachnącej lawendą i z dostawą do paczkomatu.
Już nie wystarczy mieć dom. Trzeba mieć styl życia.
Nie wystarczy być. Trzeba być estetycznie obecnym.
Twoje szczęście mierzy się w pikselach Instagrama i kątach prostych w salonie.
A gdy już wreszcie usiądziesz w tym idealnym wnętrzu z kubkiem #selfcare, robi się cicho.
I ta cisza jest niezręczna. Bo wtedy słychać pytanie: „czy to wszystko naprawdę było o krzesło?”.
Nie, nie było. Ale lepiej nie drążyć – bo jeszcze by się okazało, że można żyć bez zakupów.

A po co ryzykować taki dyskomfort?”

Refleksje? Nie żałuj komentarza.

4 thoughts on “Duchowość na raty. Esej o tym, co naprawdę nas urządza”

Wypowiedz się

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *