Ten czas, 2003 to był przednówek. Już za chwilę miałam Go poznać, całe moje wnętrze wiedziało gdzieś głęboko, że nadchodzi coś nowego :- ) Ostatecznie zmieniłam adresata tego wiersza, gdyż nie pasuje do człowieka, ale jak ulał, pasuje do Jah.

18. 06. 2003

Idę…moje stopy i myśli przez wiatr niesione,
oczy ufnie patrzą w Błękit,
kołyszę się między kwiatami,
rzeźbię wzrokiem każdą falę na piasku,
rysuję gwiazdozbiory na granacie nocy,
całe dnie spędzam na nadawaniu imion obłokom…
mam tyle czasu…

Ale bywało, że biegłam na oślep a źdźbła traw
cięły mi twarz,
promienie słońca były wrogim żywiołem,
chciałam przeskoczyć wszystkie fale,
by za horyzontem odnaleźć spokój.
Jednak nadszedł deszczowy dzień-
stanęłam jak zwykle-pod dużym drzewem,
aby w ciszy przeczekać gniew aniołów,
wtedy ktoś ogrzał mnie przytulnym skrzydłem-
…to miłość miała Twoje ramiona…


– Bogu, mojemu odwiecznemu Tacie

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *