Nie byłem alkoholikiem. Nie byłem narkomanem. Nie byłem degeneratem ani przestępca – według społecznych standardów. Siebie samego również widziałem jako człowieka, który jest w porządku. Moje życie nie wskazywało na to, że kiedykolwiek trafię do więzienia.

Wszystko zmieniło się w przeciągu kilku godzin; stałem się zarówno pijakiem jak i przestępcą. Znalazłem się w areszcie. Gdyby tamtego dnia rano ktoś powiedział mi, że tak się skończy ten dzień, nie uwierzyłbym.

Nie byłem człowiekiem niewierzącym; w Boga wierzyłem zawsze, ale prowadziłem bezbożny styl życia, co nie czyniło mnie nikim szczególnym ani świętym bo jak jest napisane „Diabeł też wierzy” (…) a jednak jest Bogu przeciwny. I tak samo było ze mną;

wychowałem się w rodzinie katolickiej,

ale nazywaliśmy siebie: wierzący – niepraktykujący. Gdy znalazłem się w areszcie, trudno było mi się w nim odnaleźć, bałem się tego miejsca, miałem dość czarną perspektywę długiego wyroku. Tam zacząłem się zwracać do Boga; modliłem się modlitwami, które znałem jak Ojcze Nasz. Nie umiałem modlić się inaczej, myślałem, że to coś zmieni.
zacząłem też chodzić na msze. Zaczęli też przychodzić pastorzy z kościoła zielonoświątkowego, o których nigdy wcześniej nie słyszałem, ale nie chciałem chodzić na spotkania z „jakąś sektą”.

Po jakimś czasie przeniesiono mnie do innego zakładu karnego i tam coś zaczęło się dziać, zacząłem rozmyślać nad sprawami życiowymi. Myślałem sobie: nazywam siebie wierzącym, mam te wszystkie sakramenty, ale tak naprawdę nic nie wiem o Bogu. Stwierdziłem, że dobrze byłoby przeczytać Biblię, bo ona w końcu mówi o Bogu, bo jednak interesowało mnie, co się stanie ze mną po śmierci i zadawałem sobie pytanie: skoro jestem tak dobrze postrzegany przez ludzi, to co ja robię w takim miejscu?!

W mojej celi zaczynali się pojawiać ludzie, których postrzegam jako Boże działanie i Boże narzędzia; oni nie głosili mi ewangelii wprost, nie mówili co Jezus dla mnie zrobił. Ale Bóg użył ich, abym ja zaczął czytać Biblię, ale żadnej nie miałem. Z kolegą odkryliśmy, że Świadkowie Jehowy , którzy odwiedzają areszt, rozdają ludziom Biblię. I w tym celu zaczęliśmy chodzić na spotkania z nimi. Dla mnie był to czas poszukiwania Boga; czytałem Biblie, zadawałem różne pytania. Po jakimś czasie  przestałem spotykać się ze świadkami Jehowy, bo odkryłem, że w ich Biblii dużo rzeczy jest przekreślone lub w ogóle nieprzetłumaczone, dziwnym trafem zwykle były to fragmenty mówiące o zbawieniu w Jezusie.
Ale najbardziej zniechęciła mnie postawa jednego ze Świadków, z którym rozmawiałem. Po prostu zobaczyłem, że przemawia przez niego pycha. I tym zraził mnie zupełnie.

Biblia po raz pierwszy

Niebawem zacząłem chodzić na wszystkie spotkania, jakie były; stałem się głodny Boga, szukałem Go. W końcu też przełamałem się i zacząłem czytać Biblię – jak książkę, od strony pierwszej do ostatniej.

W tamtym też czasie uczestniczyłem w spotkaniu z osobami z kościoła zielonoświątkowego i zapamiętałem jak jeden z braci powiedział, że gdy on siedział w więzieniu, spłynęła na niego Boża miłość i płakał jak dziecko.  
Opowiedział mi też świadectwo małżeństwa, które pochłonął całkowicie remont domu. Ta żona, pewnego dnia usiadła sobie w tym domu i na chybił trafił otworzyła Biblię, a tam natrafiła na cytat „Czy to już czas byście mieszkali w domu wyłożonym kafelkami podczas gdy mój dom leży w gruzach?”(Aggeusz 1:4)
Bardzo poruszyło mnie to świadectwo. Ja, który wykonywałem pracę kafelkarza pomyślałem: To w Biblii, napisanej tyle lat temu, jest mowa o kafelkach?!
lecz Biblia mnie nudziła wraz ze Starym Testamentem. Wtedy brat, który opowiadał mi swoje świadectwo zasugerował mi, żebym zaczął czytać od Nowego testamentu. Tak zrobiłem.

Ja nie wiedziałem, że się nawracam,

wiem tylko, że to był przełom roku 2001/2002. Moje serce zostało tak zaangażowane w szukanie Boga, że pierwszą rzeczą rano, jeszcze przed kawą było czytanie Biblii. Poświęcałem na to każdą wolną chwilę.
Bóg mi to ułatwił! W tamtym czasie, na 11 osób w celi, 7 czytało Biblię! Mogliśmy swobodnie o tym rozmawiać! Czytając Biblię, dostawałem odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Dowiedziałem się w końcu czemu ja – „taki dobry” siedzę w więzieniu. Zobaczyłem tekst, w którym Pan Jezus mówi „Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, ale złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, wycina się i rzuca w ogień.” (Mt. 7, 17-19).

Zrozumiałem, że ja po prostu jestem złym drzewem. I że moim przeznaczeniem jest piekło, które próbowałem wyobrazić sobie, ilekroć wieczorem zamykałem oczy.
I wtedy, po raz pierwszy w życiu zacząłem się modlić; szczerze, w duchu mówiąc:

Panie Boże, co ze mną będzie?

Jak ja żyłem, co ja robiłem? Pomóż mi!

I Bóg na tę modlitwę odpowiedział. Zobaczyłem zmiany w moim życiu, coś się wydarzyło, czego nie potrafiłem nazwać. Teraz gdy komuś naubliżałem, nie spływało to po mnie jak kiedyś, ale przepraszałem Boga za to, czułem autentyczny żal.
Druga rzecz: nawet nie wiem kiedy przestałem przeklinać.
Uderzył mnie też cytat z Biblii: A Jezus rzekł do niego: Żaden, który przyłoży rękę do pługa i ogląda się wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego. (Łk 9,62). Ten werset mnie zachwycił! Bóg do mnie nim przemówił; mam wszystko to, co było zostawić, iść do przodu.

Bóg zmienił moje życie

I nagle ogarnął mnie taki lęk, jakiego jeszcze w życiu nie zaznałem. To był lęk osoby, która stanie kiedyś przed Bogiem, a nie jest z Nim pojednana. Myślałem, że ja od tego lęku umrę!
I chwilę później, centymetr po centymetrze począwszy od czubka głowy czułem, jak ten lęk schodzi ze mnie, a w miejscu niego pojawia się….niesamowita radość przemieszana z miłością. Tego nie da się opisać! Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, ale ogarniała mnie tak wielka radość i miłość, że byłem gotów wszystkich w celi wyściskać, wycałować!
I ogarnęła mnie światłość a od niej blask; przecierałem oczy, a on pozostawał.

Od tego czasu moje życie się zmieniło. W więzieniu przesiedziałem w sumie 4,5 roku i nie żałuję tego czasu – na wolności nigdy nie szukałbym Boga. Początkowo chciałem zbliżyć się do Boga, by opuścić więzienie, a potem gdy zacząłem żyć z Bogiem w więzieniu, to to życie naprawdę nie było ciężkie. Ono było wypełnione Bogiem. Byłem w więzieniu i nie widziałem krat. Co chcę powiedzieć: Dla człowieka, który szuka Boga, nie ma przeszkód bo Boga nie ograniczają kraty.

Adam, DOM SŁOWA

Może Ci się podobać

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *