Wielu chrześcijan często żyje w pewnym alercie: Czy ten film jest dla mnie – chrześcijanina, chrześcijanki? Czy jeśli są tam sceny seksu, albo przemocy – czy mam to oglądać? Może być też tak, że już dawno sprzedaliście telewizor jako źródło wszelkiego zła, a na kablówce oglądacie tylko Family TV i wszystkie filmy Family Friendly , poprzestając na „Ani z Zielonego wzgórza” czy „Krainie Lodu” – bo filmy dla starszej , chrześcijańskiej publiczności przyznacie- są nieco infantylne – jak Harlequin tylko bez momentów
W Stanach obok tradycyjnego Netflixa, chrześcijanie mogą korzystać z Pureflix (ang.pure – czysty) na którym wyświetlane są filmy dla chrześcijan; bez wulgaryzmów, przemocy, erotyki. Napisałam nawet do Pureflix czy planują ekspansję na Europę – niestety, nie, gdyż nie ma dostatecznego zainteresowania.


Nie znajdę odpowiedzi dla każdego – gdyż wierzę, że każdy z Was; moich braci i sióstr w Chrystusie ma codzienną, żywą relację z Bogiem – i to On was uczy, wychowuje do doskonałości według Jego serca.  Czasem spotykam na którejś z grup chrześcijańskich pytanie chrześcijanki, czy może pić alkohol. Pod postem zaczyna się litania cytatów z Pisma Świętego, z których 80% odnosi się do przemienienia wody w wino w Kaanie Galilejskiej, zaraz usprawiedliwionej słowami apostoła Pawła, że „pijacy Królestwa Bożego nie odziedziczą”.
Ja zawsze odpowiadam: Zapytaj Boga bezpośrednio. Zyskasz dwie rzeczy: najlepszą dla siebie odpowiedź plus nowe doświadczenie z Bogiem, które będziesz mogła, mógł opowiedzieć kiedyś jako świadectwo. Być może dla ciebie jedno piwo czy szklaneczka whiskey jest całkiem w porządku, ale komuś innemu Bóg jasno powie: Nie pij w ogóle! (bo tylko Bóg wie, czy masz skłonności do alkoholizmu, albo rozwija się w tobie jakieś schorzenie. Może Bóg chce ci przekazywać słowa prorocze jak Janowi Chrzcicielowi i potrzebuje twojej ciągłej gotowości).
 Ja, odkąd zaczęłam chodzić na skróty (omijając cały tabun moich drogich współwierzycieli) mam mnóstwo doświadczeń z Bogiem i Jego żywych odpowiedzi. A udziela mi ich często….. przez filmy, które oglądam!


Jako, że jestem kinomanką, filmy oglądam dość często – mam wiele ulubionych rodzajów. Od roku 2005 oglądam je trochę inaczej – każdy film, jaki oglądam, każda książka, jaką czytam, ma dla mnie duchowe zwierciadło.  Wiecie, że film „Maczeta” był dla mnie odpowiedzią Boga o kwestię prawa i sprawiedliwości? W pewnym momencie główny bohater wypowiada takie słowa w stosunku do koleżanki – policjantki, która stoi na straży prawa i sprawiedliwości: „Czasem jest prawo i jest sprawiedliwość”.  Te słowa były dla mnie odkrywcze i jak mówię – były dokładnie odpowiedzią na moje pytanie.  Kilka dni temu oglądałam The Old Guard – ile tam jest metafor do życia duchowego! Mimo, że podchodziłam tak sceptycznie do tego filmu, jak do Matrixa – nie żałuję ani chwili seansu!

Jednocześnie przyznaję, że seriali z zakresu pop-kultura , które oferuje na przykład Netflix – nie oglądam. Całe mnóstwo z nich  to wpychanie na siłę tematyki LGBT. Zupełnie mnie to nie przekona – oswoić, tak. W końcu człowiek może przyzwyczaić się do wszystkiego – ale nie sprawi, że cieplej spojrzę na to, co odbiera człowiekowi szatan.

Magia – a kysz!

Wiem, że wiele osób wierzących ma problem z kwestią magii w filmach – a dla mnie to fascynujące! Zwłaszcza, gdy przeczyta się, o co chodziło Tolkienowi czy C.S Lewis’owi; kocham ich filmy i dla mnie to kwintesencja odwiecznej walki dobra ze złem, w której ostatecznie zło zostaje pokonane. I Harry Potter traktuje – jak dla mnie – o rzeczach…. Które dla nowonarodzonego chrześcijanina nie powinny być niczym nowym, patrząc na przykłady z Biblii; przechodzenie przez zamknięte drzwi (Jezus w wieczerniku, po zmartwychwstaniu) wyczarowanie czegoś (rozmnożenie jedzenia) przemiana osoby w inną postać (żona Lota zamieniona w słup soli) przemieszczanie się w sposób nadnaturalny (Jezus chodzi po wodzie)  – i dzisiejsza kultura, rozrywka czerpie z najstarszych, zapisanych bądź przekazywanych ustnie historii. W tym – z Biblii. Motyw walki dobra ze złem jest ponadczasowy – podobnie jak tęsknota człowieka za rzeczami nie z tej ziemi, ponadnaturalnymi, bycie kimś więcej, posiadanie nadzwyczajnych przywilejów – czy nie to właśnie  chce dać Bóg każdego człowiekowi, który pragnie żyć w pełni Królestwa Bożego?
Mnie – gdy ledwo co się nawróciłam – nie śniło się, że Bóg może użyć jakiejś osoby, by inna uzdrowić, czyli w moim mniemaniu – zrobić coś totalnie nie z tej ziemi, magicznego. Dziś wiem, że Bóg pragnie używać czarodziejskiej różdżki przez każdego z nas – jeśli jesteśmy zakotwiczeniu w Jego sercu.

A co z seksem na ekranie?

Ja osobiście z tym nie mam problemu – z kilku powodów:
po pierwsze – filmy zazwyczaj pokazują jak żyje świat.  A ja często dopowiadam sobie: jak żyje człowiek przed spotkaniem Jezusa. Też tak żyłam.
Przyznaję, unikam raczej filmów, w których chodzi tylko o seks (np. „365 dni” ) ale jeśli  te sceny  mają sens w przekazywaniu dalszej prawdy, chcą nam naświetlić motywy bohatera,  jak w filmie „Adwokat diabła” czy „Uzależniona” (2014) – nie mam z tym żadnego problemu.
Po drugie – często słuchamy świadectw ludzi, którzy opowiadają nam o swojej przeszłości, która bądź co bądź ukazuje się nam  w pewnym obrazie – gdyby nakręcono z tego film, wszystkie te sceny; takiego czy innego seksu, pobić, gwałtów , a nawet morderstw – byłyby w nim zawarte. I ja chciałabym oglądać takie filmy!  bo ilekroć człowiek odnajduje drogę do Boga, jest to dla mnie cud – zwłaszcza, gdy porzuca tę najmroczniejszą drogę.
Po trzecie nie wiem, czemu tak bardzo skupiać się na seksie, a pomijać przemoc – o czym jakoś wielu chrześcijan w ogóle nie wspomina! Że mąż ogląda pornografię, to już na terapię małżeńską, a że ogląda filmy typu ręka, noga , mózg na ścianie i mu się to podoba, bo potem ogląda kolejny – żadna żona afery nie robi.


Ponadto istnieje – jak zauważyłam – pewna skala oceny niemoralności, na której chyba najwyższym przewinieniem są sceny seksu w zakresie zdrady małżeńskiej, najmniejszym – seks dwojga ludzi niebędących małżeństwem. Ale nie oszukujmy się – kino nie pokazuje seksu małżeńskiego, gdyż dla przeciętnego widza nie ma w tym niczego fascynującego, nie nosi znamion  owocu zakazanego zatem: ekscytacji, napięcia – a o to często chodzi w filmie.


Po czwarte – oglądanie, jak żyją ci ludzie, którzy nie poznali jeszcze Boga, uczy- a w każdym razie może uczyć – miłości do nich. I zrozumienia – tak potrzebnego, by nie oceniać, gdy już przyjdzie nam się z taką osobą spotkać. Jezus nie oglądał filmów – ale oglądał żywe sceny z życia swojego miasta. Ilu z Was – mężczyzn, odwiedza prostytutki, by głosić im ewangelię? To właśnie robił Jezus – obserwował, rozmawiał, przetwarzał, by zrozumieć każdą z tych historii, doznać współczucia  i przynieść  rozwiązanie.  Filmy często przypominają mi, iż ludzie z różnych powodów wybierają zło. Najczęściej dlatego, że nie zaznali dobra,  że jeszcze nie odrodzili się na nowo – w dobru.
Filmy przypominają mi też, że każdy człowiek ma szansę, każdy jest przez mojego Boga kochany, niezależnie od tego,  jak żył do dziś.

Zatem nie unikam „zwykłych” filmów, ale czasem lubię się rozsiąść w tym wygodnym świecie oczywistej, „bezpiecznej” fabuły – na pewno takim filmem jest „Miłość przychodzi powoli” (Love comes softly) Michaela Landona – a na podstawie książek Janette Oke ; prócz tego filmu, możecie zobaczyć jeszcze 5 innych z tej serii! Jest to przyjemny, długi, niedzielny seans – ale nie pozbawiony cierpienia, trudów, śmierci, rozstań i rozczarowań. One muszą zaistnieć, zostać wyeksponowane, by na ich firmamencie zajaśniała łaska Boga i wolna wola człowieka, która ostatecznie  wybiera dobro i miłość.

Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ale umówmy się, że będę dla Was robić recenzję obejrzanych filmów z widocznym przesłaniem, oraz książek z widocznym przesłaniem. Do Waszej interpretacji.
Jeśli chcecie podzielić się swoim doświadczeniem z Bogiem , jak Was prowadził w tym temacie, lub po prostu wyrazić swoje zdanie – nie wahajcie się użyć komentarza.

Może Ci się podobać

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *