– Jezu, czy mógłbyś się do mnie uśmiechnąć? – pytałam w myślach, stojąc jako dziewięciolatka w kościele przed obrazem Jezusa Chrystusa. Nie zrobił tego ani razu.
Ale kilka tygodni później, miałam sen; przyśnił mi się Jezus, identyczny jak na tamtym obrazie, ale w naszym ogrodzie. I uśmiechnął się do mnie!

Dla mnie Bóg zawsze istniał i był przyjazny, ale coraz rzadziej o Nim pamiętałam. Kolejne lata całkowicie przestawiły tory mojego życia na to światowe, w którym było mnóstwo ludzkich trosk i rozrywek. Aż do tamtego dnia.

– Iwona, przychodzę do ciebie, bo chcę się pożegnać. Umieram. – miałam dwadzieścia jeden lat, siedziałam w swoim pokoju jedząc jabłko, które w tamtym momencie stanęło mi ością w gardle. To była moja przyszywana bratowa. Naprawdę umierała. Jej organizm był na wyczerpaniu i tylko cud mógł ją uratować. To był też dzień, gdy po pięciogodzinnej rozmowie z nią, ona powiedziała na odchodne : Nie wiem jaki jest twój stosunek do Boga, ale jeśli wierzysz, proszę módl się za mnie.

I tak też zrobiłam. Wstąpiła we mnie niespotykana wiara, determinacja; modliłam się za nią tak jak umiałam, każdego dnia; bardziej o to, by spokojnie odeszła i została zbawiona. Nie liczyłam na cud, choć po cichu o nim marzyłam. I on się wydarzył.
S. kilka miesięcy później została całkowicie uzdrowiona – była to w pełni Boża zasługa, co do której na bieżąco dostawała słowo z Pisma Świętego- dosłownie o tym, co Bóg uzdrowi następnie – i to się działo!
Ona wróciła do świata żywych, a ja już wtedy zaprzyjaźniłam się z Bogiem. Był moim wsparciem, nadzieją, radością, przebywanie z Nim mnie zmieniało, w myśl znanej zasady : Z kim przestajesz, takim się stajesz.

Pamiętam ten dzień. 1 kwietnia 2005, obudziłam się i to, co miałam w sercu…to nie był żart. Zamieszkała we mnie czysta miłość. Nie znałam biblijnych pojęć, nie znałam terminów, którymi operują chrześcijanie, mówiąc o nowonarodzeniu, nie należałam do żadnej wspólnoty, nie chodziłam do kościoła, ale pamiętam, że zadzwoniłam do S. i powiedziałam: „To bardzo dziwne, trudne do uwierzenia, ale mam takie uczucie, jakby sam Jezus wstąpił do mnie i we mnie zamieszkał!”. Rozpierała mnie miłość, radość, wielki pokój  i nieopisana wolność! Zyskałam też nowe oczy; widziałam więcej, bardziej duchowo niż cieleśnie, patrzyłam na codzienny świat, taki jak dzień wcześniej, ale teraz widziałam go przez pryzmat duchowy – dotąd mi nie znany. Gdy myślałam o ludziach, którzy mnie skrzywdzili – było we mnie jedno uczucie: miłość. Beż żadnego „ale”. Tylko miłość.
Moje przyjaciółki mnie nie poznawały; były jednocześnie zszokowane i zdumione moją zmianą. A ja im nawijałam tylko o miłości. I o Jezusie.

To był też czas, gdy Bóg komunikował się ze mną głównie przez  teksty biblijne. Mogłabym tych przykładów przytaczać całe mnóstwo! To działo się wręcz na każdym kroku. Jednym z takich znamiennych była decyzja o chrzcie; zaraz po tym jak w całe moje jestestwo (bo nie tylko serce!) wlała się fala miłości, nagle tam i już wiedziałam, że ja muszę się dać ochrzcić! Z przejęcia nie mogłam spać! W końcu wyznaczono mi odległą datę….. czekałam na nią  z utęsknieniem, tak bardzo tego pragnęłam, że beczałam, jadąc autobusem! Wtedy dowiedziałam się, że mogę skrócić te męki , że jest data chrztu  tydzień wcześniej, a ponieważ  byłam duchowym niemowlakiem i nie podejmowałam żadnej decyzji bez mojego Tatusia 🙂 … padłam na kolana i razem z S. pytałyśmy Boga, czy ja na pewno mam ochrzcić się wcześniej.  Wtedy wewnątrz mnie usłyszałam polecenie, żeby otworzyć Biblię. Pierwsze słowa, jakie zobaczyłam to były: “A czemu teraz, zwlekasz? Wstań, daj się ochrzcić i obmyj grzechy swoje, wezwawszy imienia jego.” (Dzieje Ap. 22:16)

Pozwólcie, że drogą retrospekcji wrócę trzy lata wcześniej.
Wychowywałam się bez ojca i nigdy mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nie potrafiłam sobie wyobrazić, co też z tym ojcem można robić? Jak wygląda dom, w którym mieszka mężczyzna? Nie wydawało mi się to atrakcyjną perspektywą i cieszyłam się ostatecznie, że nie mam drugiego rodzica. Do czasu.
W wieku dwudziestu lat nagle, nie wiadomo skąd brak ojca spadł na mnie jak głaz, przytłaczając mnie. Rozmyślałam o tym dniami i nocami, czując pustkę nie do zapełnienia, jakby czekała dwadzieścia lat by nie dać mi żyć!
Wtedy zwróciłam się do Boga tymi słowy: „Nie wiem, czy istniejesz i czy się mną interesujesz, być może tak jest. Mówią o tobie, że możesz wszystko. Jednej rzeczy tylko nie możesz; nie możesz dać mi ojca i zapełnić tej pustki. Tej jednej rzeczy nie możesz”.
Nie minęło dużo czasu, gdy pewnego dnia poczułam całkowite wypełnienie. I wiedziałam, że to był TEN brak. Bóg w odpowiedzi na moje „nie możesz” dosłownie zbombardował mnie; całkowicie i raz na zawsze wypełnił po brzegi mój brak ojca- całym Sobą.
O tym, co było później… mogę zacytować ewangelistę: „Jezus uczynił jeszcze wiele innych rzeczy, lecz sądzę, że gdyby to wszystko spisano, cały świat nie pomieściłby napisanych ksiąg” (Jan 21, 24-25)


Moja księga nadal się pisze, a każdego, kto to czyta zachęcam, by przyszedł dziś tak osobiście, prywatnie do Jezusa i powiedział Mu: „Chcę pisać z Tobą księgę mojego życia” – zapewniam Cię, że pierwsze co uczyni Jezus, to zrobi z Ciebie carta blanca, a następnie, jeśli tylko się poddasz jego pomysłom na powieść i będziesz otwarty na zbieranie materiałów do książki, powstanie z Twojego życia książka przygodowa – niektórzy będą nazywać ją science fiction lub fantasy; dopóki sami nie zaczną przygody z Autorem :- )

Iwona

Może Ci się podobać

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *